Elektroniczne systemy bezpieczeństwa – czy można im bezgranicznie ufać?Fot. Mat. prasowe/Volvo

Choć wielu z nas nie zdaje sobie z tego sprawy, prowadzenie samochodu to ciężka praca umysłowa. I nie chodzi tu o koordynację ruchów, która składa się na operowanie pedałami, kierownicą czy przełącznikami pokładowymi, a o zdolność poruszania się drogami publicznymi. Odczytywanie informacji ze znaków drogowych, dobór odpowiedniej prędkości do panujących warunków, a przede wszystkim współtworzenie ruchu z innymi jego uczestnikami wymaga od kierującego uwagi, refleksu oraz zdolności przewidywania. Czy prowadząc samochód można uniknąć umysłowego skupienia?

Jak się okazuje, producenci aut starają się nas w pewnym sensie zwolnić z obowiązku ciągłego myślenia na drodze. Takie zamysły twórców samochodów sugerowane są w każdym razie reklamami, akcjami promocyjnymi i prezentacjami nowinek ze świata motoryzacji. Firmy dumnie oświadczają, że ich produkty potrafią same hamować, same kontrolować sytuację na drodze, same dbać o bezpieczeństwo. Osobom podatnym na takie sugestie często potem wydaje się, że mogą kupić samochód, który jeździ praktycznie sam. Czy to dobre podejście?

Odpowiedź brzmi oczywiście: nie! Elektroniczne systemy bezpieczeństwa, które rozwijają się ostatnio w szaleńczym tempie i są stosowane coraz powszechniej, faktycznie potrafią bardzo, bardzo wiele, ale to wcale nie oznacza, że tym samym zastępują człowieka. Ktoś może zauważyć, iż komputery w wielu aspektach naszego życia zepchnęły gatunek homo sapiens na dalszy plan, bo są od niego po prostu lepsze – wydajniejsze, dokładniejsze, pewniejsze. Doskonale o tym wiemy i mamy świadomość, że przynoszą nam one wiele korzyści, ale akurat w samochodach mogą być tylko dodatkiem, a nie siłą nadrzędną. Dlaczego?

Istnieją dwa podstawowe powody, dla których układy wspomagania jazdy należy traktować  z przymrużeniem oka. Pierwszy to mnogość sytuacji, jakie mogą nas spotkać na drodze. Współczesne samochody potrafią wydostać nas z opresji, kiedy wpadniemy w poślizg, są w stanie uniknąć kolizji, kiedy zbytnio zbliżymy się do poprzedzającego pojazdu, mogą nawet rozpoznać obecność innych samochodów, rowerzystów i pieszych. Sposób ich działania jest jednak z góry ustalony, z góry zaprogramowany, przez co mogą nie tylko nie zareagować wtedy, kiedy powinny, ale również zareagować niewłaściwe. Innymi słowy, w specyficznych sytuacjach, których nie ujął sztab informatyków tworzących dany system, kierowca powinien poradzić sobie po prostu lepiej niż mózg elektroniczny.

Fot. Mat. prasowe/Volvo

Fot. Mat. prasowe/Volvo

Fot. Mat. prasowe/Volvo

Fot. Mat. prasowe/Volvo

Fot. Mat. prasowe/Volvo

Fot. Mat. prasowe/Volvo

Fot. Mat. prasowe/Volvo

Fot. Mat. prasowe/Volvo

Fot. Mat. prasowe/Volvo

Fot. Mat. prasowe/Volvo

Drugim argumentem, który skłania do traktowania elektroniki z rezerwą, jest jej niezawodność. Obecność ABS-u wcale nie oznacza, że nigdy nie zablokują nam się koła podczas hamowania, obecność systemu kontrolującego pas ruchu wcale nie oznacza, że nigdy nie zjedziemy na przeciwny pas, a układ rozpoznający zmęczenie kierowcy wcale nie oznacza, że zostaniemy zawsze ostrzeżeni, gdy zaczniemy zasypiać za kierownicą. Jak każde tego typu urządzenie, nowoczesne systemy wspomagające bezpieczeństwo mogą się mylić, działać niepoprawnie lub nie zadziałać w ogóle. Dowodem na to jest poniższy filmik wideo, na którym widzimy, jak podczas oficjalnej prezentacji Volvo S60 jego układ automatycznego hamowania postanowił… zrobić sobie wolne. Oczywiście to mogło zdarzyć się każdemu producentowi.

Wybierając któryś z nowoczesnych cudów techniki wpływających na bezpieczeństwo, trzeba pamiętać również, że systemy te już na etapie projektowania otrzymują zawężony zakres działania. Zwykle ograniczenia te odnoszą się do prędkości, w zakresie której mogą funkcjonować. Zanim więc zaczniemy cieszyć się z naszpikowanych komputerami układów, powinniśmy zajrzeć do instrukcji obsługi.

Konkluzja z naszych rozważań dotyczących elektronicznych systemów bezpieczeństwa jest prosta. Otóż komputery w samochodach nie są zbędne, potrafią uratować nam życie, ale trzeba pamiętać, iż są tylko pełnymi układów scalonych urządzeniami, które w żadnym razie nie zwalniają nas z obowiązku myślenia oraz odpowiedzialności za zachowanie auta na drodze.

O Autorze

Powiązane artykuły

Zima (nie)straszna

Zima (nie)straszna

Jak zaoszczędzić 500 zł? To proste. Wystarczy odśnieżyć samochód. Jeśli tego nie zrobimy, grozi nam…
Winkle pod kontrolą

Winkle pod kontrolą

Zakręty – to dla nich powstały motocykle i to właśnie jazda po krętych drogach wielu…
  • Siwek

    ktos kto uwaza, ze samochod jest w stanie myslec za niego jest niepowazny i nie powinien posiadac prawa jazdy

  • Samuel

    może gdyby sami producenci nie probowali nam wcisnąć, że te systemy są takie niezawodne to może byłoby mniej kolizji?