Rankingi niezawodności aut – czy można im bezgranicznie ufać?Fot. Josep Ma. Rosell/CC/flickr

Mówi się, że każdy samochód jest dobry dopóty, dopóki się nie zepsuje. Trudno się z tym nie zgodzić, albowiem podstawową funkcją każdego auta jest przewiezienie pasażerów z punktu A do punktu B bez narażania ich na nieplanowane przystanki spowodowane usterkami. Idąc tym tropem, można wysunąć tezę, że im auto bardziej niezawodne, tym lepsze. Pytanie tylko, jak wśród tylu dostępnych na rynku propozycji wyłuskać model zasługujący na miano bezawaryjnego?

Z zadaniem tym najłatwiej poradzić sobie kierowcom, którzy dysponują zarówno wiedzą na temat różnych samochodów, jak też własnym doświadczeniem wynikającym z użytkowania i serwisowania aut. Kiedy jednak teorii oraz praktyki brakuje, wtedy trzeba posiłkować się wiedzą i doświadczeniem z zewnątrz. W takim przypadku wiele osób sięga po raporty niezawodności, ale czy to aby na pewno dobry pomysł?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, najpierw trzeba sprawdzić, czym tak w ogóle są raporty na temat usterkowości samochodów. Z punktu widzenia polskiego kierowcy najważniejsze tego typu publikacje tworzą nasi zachodni sąsiedzi. Wśród nich prym wiodą trzy organizacje – ADAC, TÜV oraz DEKRA. Z bliska przyjrzymy się tym dwóm ostatnim, które pracują według podobnego schematu.

TÜV i DEKRA swoje raporty sporządzają na podstawie tego, czego dowiedzą się podczas przeprowadzania obowiązkowych przeglądów technicznych samochodów. Z każdego takiego przeglądu pozyskiwane są informacje na temat marki i modelu auta, jego specyficznych danych w postaci rocznika czy przebiegu, a przede wszystkim istotnych usterek, jakie udało się wykryć. W ten sposób tworzona jest baza pojazdów, z której można wysunąć wiele wniosków.

Dzięki informacjom zawartym w bazie można dowiedzieć się, jakiego typu awarie charakteryzują dany model, a także kiedy statystycznie trzeba się ich spodziewać – przy jakim wieku auta i przy jakim przebiegu. Co bardzo ważne, dane dotyczące najróżniejszych modeli można łatwo porównać, choćby w celu sprawdzenia, który model z określonego segmentu rynku i z określonych lat produkcji jest najbardziej niezawodny. Trzeba jednak traktować to wszystko z dystansem. Dlaczego?

Raporty TÜV i DEKRY generowane są nie na podstawie informacji pozyskanych z całego zakresu eksploatacji, a jedynie z przeglądów. To dla korzystających z takich analiz stanowi swego rodzaju pułapkę, którą najlepiej zobrazować przykładem.

Mamy dwa auta – jedno, które wprawdzie rzadko się psuje, ale użytkowane jest przez dusigrosza oraz drugie, które psuje się częściej, ale przez właściciela jest dopieszczane. Jak łatwo się domyślić, w pierwszym przypadku kierowca może machnąć ręką na pewne usterki, w drugim natomiast wszelkie niedomagania usuwane są na bieżąco. Wszystko to wychodzi na jaw podczas przeglądów, kiedy okazuje się, że mniej awaryjne auto ma więcej usterek, a to wymagające więcej troski dolegliwości ma mniej.

Jaki z tego wniosek? A taki, że raporty wspomnianych organizacji dają wprawdzie obraz na usterkowość aut, ale jest to obraz nieco zamglony. Przede wszystkim informują one nas, o które samochody dba się bardziej, a które muszą liczyć się z cięższym losem. Kupującym używane auto sugeruje to, który model łatwiej zdobyć w dobrym stanie.

O Autorze

Powiązane artykuły

Winkle pod kontrolą

Winkle pod kontrolą

Zakręty – to dla nich powstały motocykle i to właśnie jazda po krętych drogach wielu…