Nowy projekt dotyczący mandatów – jak to wygląda w praktyce?Fot. epsos.de/CC/flickr

Na temat nowych mandatów mówi się już od jakiegoś czasu, choć ostatnio dyskusja na ten temat nabrała wyjątkowego tempa. Powodem może być między innymi plan szybkiego wprowadzenia nowych zasad w życie, co z pewnością zmieni rozkład sił na polskich drogach. Czy będzie bezpieczniej? O tym przekonamy się zapewne już wkrótce. Czy zmiany  mają na celu tylko poprawę bezpieczeństwa? Trudno powiedzieć, gdyż zasady przyznawania mandatów, kwoty oraz kwestia punktów wzbudzają spore kontrowersje wśród kierowców.

Stan dróg w Polsce

Zanim przejdziemy do konkretów przytoczymy punkt widzenia większości kierowców w Polsce. Otóż uważają oni, że zwiększenie bezpieczeństwa na naszych drogach wymaga realizacji dwóch głównych celów. Podstawą jest oczywiście poprawa infrastruktury drogowej w naszym kraju. Oczywiście trzeba przyznać, że w ostatnim czasie dobrej jakości dróg w Polsce przybyło, ale nadal w porównaniu do innych krajów EU jesteśmy bardzo daleko w tyle. Razi przede wszystkim sposób tworzenia i rozstrzygania przetargów, nieudolność w realizacji celów, pozyskiwaniu funduszy na ten cel etc. Oczywiście, aby tworzyć drogi, niezbędne są do tego celu pieniądze. I w tym momencie możemy przejść do drugiego celu, czyli pozyskiwanie funduszy.

Kontrowersyjne zmiany

W tym miejscu do akcji wkracza rząd, który chce pozyskać te pieniądze z mandatów. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby te środki szły na budowę dróg, a nie jak do tej pory, w większości na łatanie ogromnej dziury budżetowej. Co więcej, nowe zasady przyznawania mandatów, przeczą idei poprawy bezpieczeństwa. Chodzi bowiem tylko o pieniądze – dosłownie i w przenośni. Jak to wygląda w praktyce?

Nowe mandaty w praktyce

 Zgodnie z nowym projektem ustawy (o ile wejdzie on w życie) na kierowcę, który łamie przepisy będzie można nałożyć karę administracyjną. Chodzi głównie o przekroczenie prędkości, co jest w naszym kraju prawdziwą plagą. Mówiąc w wielkim skrócie, kierowca łamiący przepisy poza terenem zabudowanym może dostać karę w wysokości do 20% wartości średniego wynagrodzenia w roku poprzedzającym wykroczenie. Co więcej, jeśli do złamania przepisów dojdzie w terenie zabudowanym, kwota mandatu może sięgnąć 40% wysokości średniego wynagrodzenia w roku poprzedzającym zdarzenie. Przekraczając prędkość w mieście dostaniemy dwa razy wyższy mandat, niż za to samo wykroczenie poza terenem zabudowanym.

Zmniejszone limity przekroczenia prędkości i wysokie kary

 Nie jest to jednak koniec nowych wytycznych i zasad. Otóż jeśli kierowca zostanie złapany na tym samym wykroczeniu czwarty raz w ciągu roku, kara za przekroczenie prędkości zostanie zwiększona o 50 procent. W praktyce oznacz to, że jeśli przekroczymy prędkość o 51 km/h w mieście, możemy zapłacić mandat w wysokości nawet ponad 2100 złotych. Kontrowersje wzbudza również dolny dopuszczalny limit przekroczenia prędkości. W 2011 roku wprowadzono dopuszczalny limit przekroczenia dozwolonej prędkości na poziomie 10 km/h. Oznacza to, że kierowca mógł przekroczyć dozwoloną prędkość o maksymalnie 10 km/h (np. 60 km/h w mieście, gdzie obowiązuje dopuszczalna prędkość 50 km/h w ciągu dnia itp.). Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, limit ten zostanie niemal całkowicie zniesiony a kierowcy będą karani już za przekroczenie prędkości o 2,5 km/h! W praktyce oznacza to, że kierowca jadący w mieście z prędkością 52,5 km/h dostanie mandat w wysokości około 53 zł! Zdaniem wielu kierowców to skandal, który nie ma nic wspólnego z chęcią poprawy bezpieczeństwa. Niekiedy 2,5 km/h mieści się w tolerancji błędu prędkościomierza zastosowanego w aucie. Zapewne będzie mnóstwo sytuacji, w których kierowca dostanie mandat za przekroczenie prędkości, nie mając o tym zielonego pojęcia, gdyż prędkościomierz może pokazywać prędkość nawet poniżej 50 km/h. Posypią się protesty, wnioski do sądów grodzkich itp. Gdzie sens i logika?

Kto dostanie mandat?

Kolejną nowością ma byś sposób nakładania mandatów. Otóż mandat za przekroczenie prędkości dostanie właściciel samochodu, a nie kierujący. Jeśli więc pożyczymy samochód szwagrowi, a ten przekroczy kilkukrotnie prędkość, zapewne wkrótce dostaniemy odpowiedni mandat i to my będziemy musieli go zapłacić. Oczywiście możemy wskazać osobę, która jest autorem wykroczeń, ale wtedy kierowca musi się do wszystkiego dobrowolnie przyznać. Zdaniem rządu taki sposób ma zwiększyć skuteczność egzekwowania należności za wykroczenia. No dobrze, ale co z punktami?

Punkty karne znikną?

Punktów… nie będzie! Zdjęcia z fotoradarów oraz mandaty, nawet te najwyższe nie będą szły w parze z karami punktowymi. Oznacza to, że możemy w ciągu miesiąca przekraczać prędkość nawet codziennie (o ile stać nas na zapłatę wysokiego mandatu) i nie dostaniemy żadnego punktu karnego! Na deser pozostaje kwestia samych fotoradarów. Otóż zgodnie z nowymi przepisami (jeśli wejdą w życie) prawo do używania wideorejestratorów i ręcznych mierników prędkości (tzw. potocznie „suszarek”) będzie miała tylko policja. Prawo to straci natomiast straż miejska.

Wszystkie projekty ustawy mają być wdrożone bardzo szybko i trafią pod rozwagę sejmu jeszcze w tym lub na początku przyszłego miesiąca. Czy czeka nas rewolucja na drogach? Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

O Autorze

Powiązane artykuły